Nowy Świat

Nowy Świat

sobota, 25 lutego 2012

Weekend

Za mało pedałów! Na tym blogu jest za mało pedałów! Owszem jest tu jeden nieustannie obecny duchem w swoich słowach, ale uważam, że to zdecydowanie za mało na stronę projektowaną do użytkowania w rozdzielczości 1280x1024 pikseli i wyższej. Niniejszym nadrobię to i nowy minimalny limit postów wynoszący dwanaście sztuk wypocin rocznie (liczba absolutnie zmyślona, podobnie jak limit, podobnie jak fakt ustalenia takowego; poza tym oznacza to pi razy drzwi raz na miesiąc totalny chłam pisany najczęściej pod wpływem alkoholu albo zwykłego prozaicznego wkurwienia na życie) ma mi w tym pomóc.

Niemniej, jako że nie mam o czym pisać, to będę wrzucał tu rzeczy, które z różnych przyczyn nie trafiły na Facebooka. By nie zrobić zupełnego śmietniska obiecuję jednak ograniczyć roczną liczbę postów do 24. Tak z czystej empatii dla Czytelnika*. Nie żeby ktoś subskrybował tego bloga w formie kanału RSS, by mógł ponieść jakąś szkodę z powodu dużej liczby postów – tak po prostu łączę się w Weltschmerzu z wyimaginowaną i wyidealizowaną osobą, która mnie rozumie.

Jeśli, Drogi Czytelniku*, również łączysz się w pijanym bólu Weltschmerzu z czymkolwiek wyimaginowanym, czytaj dalej – chciałbym przedstawić Ci pewien film.

Do rzeczy! Mowa o filmie Weekend (2011, bo w cholerę filmów o tym tytule, szczególnie nie należy mylić z tym, który nie jest aż tak godny uwagi – ten, o którym piszę też nie jest, chyba że jesteś gejem albo kobietą - Drogi Czytelniku* - do których akurat prezentowany typ urody przemawia) w reżyserii jakiegośtam Andrew Haigha. Poniżej plakat reklamowy – mam nadzieję, że Hamerykanie nie każą mnie aresztować za użycie go bez zgody autorów.

czwartek, 23 lutego 2012

Kiss Me Goodbye

Tekst poniżej powstał w Krakowie jakieś pół roku temu, ale nie mając nic lepszego, a chcąc zaspokoić tłumy wielbicieli umieszczam go tutaj właśnie teraz. Chwila jest dość dobra: od 21. marca nie mam gdzie mieszkać ani za co żyć. Nie zostaje nic innego jak pseudofilozofować, zwłaszcza o odchodzeniu, póki jeszcze mam dostęp do Internetu.

---
Warsztat Pseudofilozofa – Problem nr 3, esej nr 2 - Kraków 12 września 2011r. – z późniejszymi poprawkami.

Po dłuższym namyśle, z dedykacją mojej jedynej szalonej M., która gdzieś mi się zapodziała…

===

"Wyprostowałem się i wyjrzałem przez okienko na ciemne chmury wiszące nad Morzem Północnym. Zastanawiałem się nad tym, co do tej pory utraciłem, nad straconym czasem, nad ludźmi, którzy umarli albo odeszli, nad myślami, które już nie wrócą."
Haruki Murakami "Norwegian Wood"

Marek Grechuta “Ocalić od zapomnienia”

Koty są naprawdę przydatne do filozoficznych rozważań. Siadają cicho na kolanach, zamykają oczy i zmuszają człowieka, by tkwił przez dłuższy czas w niewygodnej pozycji - uczą zarazem cierpliwości i wytrwałości.

Przypomina mi się mój poprzedni domowy kot (nie mój, a współlokatorki, który również z nią wyniósł się końcem czerwca tego roku). Była to zabawna, łobuziarska istotka o standardowym szarym zabarwieniu, ale z nutką pięknego rudego odcienia. Kotka ninja, która odbijając się od ścian potrafiła jakimś cudem zahaczyć nawet o sufit. O wszystkich rzeczach pomiędzy sufitem i podłogą nie wspominając. Kicia była jedyną lubianą przeze mnie współlokatorką w ostatnim roku i zarazem jedyną, która od czasu do czasu dotrzymywała mi towarzystwa. Z radością wyczekując dnia wyprowadzki współlokatorek, przy okazji niepokoiłem się, bo wiedziałem, że to wydarzenie poprzedzi dzień zniknięcia kota.

I tak też się stało. Nie było żadnej zapowiedzi - przecież prawie nie rozmawiałem z dziewczynami, więc nie spodziewałem się też, że ktoś pozwoli mi pożegnać się z kotem. Toteż jednego pięknego czerwcowego popołudnia usłyszałem jak kotek jest pakowany do klatki-nosidełka dla kotów i wyjeżdża. Już od kilkunastu dni patrzyłem ze smutkiem na kota i wiedziałem, że jego odejście wydarzy się dokładnie w taki sposób - nagle i bez fanfarów. Kota wyniesiono, a ja dziwnie smutny spoglądałem w okno - tak jak miał to w zwyczaju kot. Nie obserwowałem niczego, po prostu gapiłem się w przestrzeń, od czasu do czasu zmieniając punkt, w którym ogniskowało się moje spojrzenie. Robiłem jedyne co umiem robić w życiu - myślałem.