Pekińska komunikacja, jak przystało na Chińczyków jest jednym wielkim chaosem. Samochody generalnie respektują czerwone światło, ale nawet wówczas mogą skręcać w prawo, co dodaje kolejną odrobinę smaczku do przechodzenia przez ulicę. Poza tym raczej standardowy jest fakt, że taksówki zatrzymują się na środku skrzyżowania, bo pasażer wysiada – mówimy stop no to stop – a niech se trąbią. Zresztą tu i tak wszystko na wszystkich trąbi, pipczy, dzwoni i jakie tam jeszcze dźwięki by nie wymyślić. Dla mnie najgroźniejsze są skuterki elektryczne, które są niezmiernie ciche i często pozbawione jakichkolwiek urządzeń dźwiękowych. Pod żadnym jeszcze nie wylądowałem, ale jeśli coś mnie ma rozjechać to będzie to właśnie taki pojazd. W skrócie technika przechodzenia wygląda tak – czerwone dla pieszych? Idziemy! Jeśli tylko nic nie jedzie przesuwamy się o metr, dwa do przodu. Coś przejedzie za nami, coś przed nami, czasem ledwie minie o parę centymetrów. Na środku ulicy jest względnie bezpiecznie, gdyż między jezdniami o przeciwnych kierunkach jest niewielka wysepka, co daje chwilę wytchnienia. Druga połowa drogi wygląda podobnie, zaś jeśli pieszy mają zielone, to należy mieć się również na uwadze, zwłaszcza na samochody, które przecinają pasy skręcając w lewo, gdyż tutaj w ogóle nie funkcjonuje pojęcie ustępowania pierwszeństwa. A przynajmniej jest mocno raczkujące. Zaś Chinki na małych rowerkach jadące pod prąd pasami dla samochodów wydają się być niezwykle odważne. Aż dziwię się, że jestem tu 2 tygodnie i jeszcze nie widziałem nikogo pod kołami.
Autobusy, krakowskim zwyczajem, przyjeżdżają po 3 – ale nie tak, że 3 różne i 15 minut nic – przyjeżdżają 2, 3 a nawet 4 obsługujące tę samą linię, a potem długo nic. W godzinach szczytu na węższych ulicach jest ich po prostu sznureczek. Rozkłady wymieniają tylko kolejne przystanki (najczęściej bieżący zaznaczony strzałką, na najnowszych zaznaczonym kolorem, a na starszych tablicach nawet strzałki nie znajdzie…) i godziny, w których linia kursuje – trudno odgadnąć, czy jest jakiś przedział czasowy. Nawet jeśli jest, to Kraków w dniach największej rozpusty bywa pewnie bardziej punktualny. Radosne są akcje wsiadania i wysiadania, gdyż w autobusach z 2 parami drzwi wsiada się z przodu, a wysiada z tyłu, a jeśli autobus ma 3 pary drzwi, to wsiada się środkowymi, a wysiada pozostałymi, zawsze wymaga to więc zwrócenia uwagi, by pani od biletów albo kierowca nie zaczęli krzyczeć. Co by było zabawniej, karta, którą płaci się za przejazd, jest różnie wykorzystywana – albo przykłada się ją przy wsiadaniu, albo również i przy wysiadaniu. Najczęściej jest napis, który wyjaśnia jak działa dany pojazd, ale konsekwencje błędnego zużycia są dwojakie – albo zapłacimy 4 jiao (jakieś 18 groszy) za dużo albo, jeśli się nam zapomni skasować przy wyjściu, karta przy następnej próbie wejścia do autobusu zrobi kuku i nas nie wpuszczą.
Metro jest zbawienne, bo w zasadzie działa i działa całkiem dobrze. Naturalnie na starszych liniach jeżdżą starsze pociągi, ale i tak bywają znośne. Ponadto poza typem klimatyzacji nie ma większych różnic w standardzie. Radosnym elementem są wyświetlacze w nowszych pociągach – jest to bowiem linia z odcinkami i punktami podświetlanymi na zielono i czerwono. Niestety w pewnych pociągach zielony mówi „to już przejechaliśmy”, a czerwony „tu będziemy jechać”, w innych zaś na odwrót… Najlepiej jest w linii 2, która jeździ w kółko – tylko czerwone punkciki, które migają na zielono wskazując następną stację. Prędkość jest zadowalająca, ale czasem trochę jej brakuje. Najzabawniejsze są przesiadki, a zwłaszcza jedna, której muszę dokonać zawsze – mianowicie stacja 西直门 (Xizhimen) i przesiadka między liniami 13 i 2. Wygląda mniej więcej tak: wysiadamy, schody w dół (1 piętro) korytarz, kilkadziesiąt metrów holu jednego z wyjść, przejście obok dużej siaty na poziomie chodnika (13 jest kolejką nadziemną, a linia 2 metrem) korytarz na jakieś kilkaset metrów, schody do góry ruchome (!), korytarz i znów spacerek, schody w dół, (3 piętra, ja pierdolę) , spacerek, schody, już nie wiem czy w górę czy w dół, peron linii 2, Allah jest wielki! Teraz tylko decyzją w którą stronę jedziemy. Po drodze naturalnie jest kilometr barierek, które sprawiają, że trzeba sobie pochodzić 2 razy tyle niż gdyby ich nie było… Tak zwane chińskie poczucie humoru… Tytuł posta odnosi się do komunikatu, który wypowiadany jest przed stacją przesiadkową między liniami 1 i 2. Poza tym na wszystkich stacjach przesiadkowych. Brzmi trochę jak wierszyk dla dzieci – mam nadzieję, że kiedyś uda mi się go nagrać i zamieścić ;)