Nowy Świat

Nowy Świat

piątek, 20 kwietnia 2012

W tył zwrot

「風鈴、闇を裂き
生暖かい風と息を殺し
朽ち果ての夢で廻る
ハルカカナタ
滲む空はただただ・・・」

DIR EN GREY - 「艶かしき安息、躊躇いに微笑み」

Było już tutaj wiele razy o ciemności i innych takich smętach, ale muszę przyznać, że noc, kiedy leży się samemu w łóżku i spogląda na bardzo słabo oświetlony stojącą za oknem lampą sufit, przynosi wiele różnych przemyśleń.

Wczoraj, dla przykładu, pomyślałem sobie, że jest tyle rzeczy, które chciałbym umieć usunąć ze swojej osoby. Przyszedł mi znów na myśl Sartre i to, że przez 26 lat życia zbierana esencja mojego życia jest w większości nie moja, ale stanowi kopię esencji innych ludzi, to jeszcze wiele z tego, co jest we mnie, chciałbym usunąć. Zwłaszcza chciałbym pozbyć się od zależności od innych ludzi, takie niepotrzebnej psychologicznej więzi, gdyż większość z nich okazuje się bardzo zbędna albo zawodzi, gdy człowiek takiej więzi chciałby się pochwycić.

26 lat, w tym ponad 7 świadomego poszukiwania esencji własnego bytu. Rzekłbym, że nawet połowę z tego pozyskałem byle jak, wypełniłem się byle czym. Jestem mniej pusty niż kilka lat temu, ale wypełniony bezwartościową treścią albo tym, co tylko przeszkadza stać się kimś, kto nie uzależnia się byle łatwo od byle kogo. Moja walka o niepodległość od reszty ludzkości została wczoraj zawrócona o pół drogi, którą przebywałem przez ostatnie lata…

piątek, 13 kwietnia 2012

Kraj wiatrów

Odgrzebując ten wiersz z 2007 roku zrozumiałem, dlaczego Rusinek kazał mi wrócić do “Poetyki” Arystotelesa, a w ogóle raczej dać sobie spokój z poezją. Posłuchałem go na szczeście.

środa, 4 kwietnia 2012

Trwalszy niż ze spiżu (cd.)

桜咲きけり
---
Warsztat pseudofilozofa - Problem nr 8 (Esej 2. Część druga.)
II
Kładę się do łóżka i spoglądam w kierunku książki i DSa. Skończyłem dopiero 4 rozdziały "Tsugumi" Yoshimoto i jestem w połowie "The Picture of Dorian Gray" Wilde'a. Nie na dziś chyba nie jestem na siłach i w nastroju, by przed snem zająć swój umysł jeszcze czymś pożytecznym. Okrywam się kołdrą i wyciągam rękę do wyłącznika lampki. Jakiś owad zderzył się z gorejącą żarówką i dokonał żywota kilkanaście centymetrów niżej. Czas wyłączyć tę maszynę destrukcji. Krótki trzask i już pochłania mnie ciemność. To przymykam powieki na kilka sekund to mozolnie je otwieram, usiłując rozpoznać ścianę półtora metra ode mnie. Nie, to potrwa jeszcze chwilę. Pozostaje tylko wsłuchać się w odgłosy za oknem.
Deszcz. Silny sierpniowy wiatr miota liśćmi i konarami pobliskich drzew, a do spadające krople smagają je burzą. Dokładnie - smaga – deszcz nie może robić nic innego; pada mocno i wulgarnie, zupełnie nie zważając na szkody jakie może uczynić. Jego prosta wulgarność dobiega mnie narastającym szumem - to deszcz przybiera na sile. Wiatr huczy, a krople z całą siłą grawitacji i ziemskiego przyspieszenia uderzają o wszystko co stanie im na drodze ku spotkaniu z ziemią. Gdyby to był deszcz wiosenny, to z taką siłą poniszczyłby już wszystkie kwiaty.
Skąd te kwiaty? To chyba ta niepewność. Jeszcze mnie nie ma w Japonii, ale już czuję pragnienie ujrzenia sakury w rozkwicie - tak dla zasady. Ale czy rok będzie dość ciepły, by przed dwudziestym marca skłonić drzewa do rozłożenia kwiatów? To jakiś taki okres. Jedno nieopaczne skojarzenie podczas lekcji japońskiego na konwencie anime w sali rozgrzanej do przynajmniej 35 stopni i człowiekowi rzuca się na mózg jakaś idea, która z niezrozumiałych przyczyn zostaje na myśli dłużej niż powinna.