Maximum Hormone "What's up people?"
Dotychczas wydawało mi się, że szczytem pragnień jakie może mieć środowisko LGBTQ jest akceptacja, a było do momentu, kiedy wpadłem w wikipedii na artykuł o skali homofobii Riddle'a (nie, to nie mowa o Voldemorcie), w którym zauważono, że tolerancja i akceptacja to wciąż negatywne nastawienie. Tolerancja oznacza "no jest tak i trudno, ale lepiej, gdyby się to skończyło" a akceptacja "dla mnie jesteś człowiekiem i tak będę cię traktować, a to co robisz w łóżku mnie nie obchodzi". I dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że Riddle i jego komentatorzy mają rację. Do tej pory sam pragnąłem tolerancji i marzyłem o akceptacji, ale zdałem sobie sprawę, że akceptacja to nadal za mało - "skoro już tak jest to będzie". A to stwierdzenie równoznaczne z tym, gdybym ja powiedział, że dzieci rodzi kobieta i jest mi to zupełnie obojętne. A przecież nie może mi to być obojętne, bo przecież wówczas cały trud ciąży, porodu i połogu, który każda matka przechodzi byłby tylko faktem, który mógłbym jeszcze na dodatek odrzucić schodząc do poziomu tolerancji "no trudno, niech tak będzie".