Nowy Świat

Nowy Świat

czwartek, 14 lipca 2011

Who cares about people?

Maximum Hormone "What's up people?"

Dotychczas wydawało mi się, że szczytem pragnień jakie może mieć środowisko LGBTQ jest akceptacja, a było do momentu, kiedy wpadłem w wikipedii na artykuł o skali homofobii Riddle'a (nie, to nie mowa o Voldemorcie), w którym zauważono, że tolerancja i akceptacja to wciąż negatywne nastawienie. Tolerancja oznacza "no jest tak i trudno, ale lepiej, gdyby się to skończyło" a akceptacja "dla mnie jesteś człowiekiem i tak będę cię traktować, a to co robisz w łóżku mnie nie obchodzi". I dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że Riddle i jego komentatorzy mają rację. Do tej pory sam pragnąłem tolerancji i marzyłem o akceptacji, ale zdałem sobie sprawę, że akceptacja to nadal za mało - "skoro już tak jest to będzie". A to stwierdzenie równoznaczne z tym, gdybym ja powiedział, że dzieci rodzi kobieta i jest mi to zupełnie obojętne. A przecież nie może mi to być obojętne, bo przecież wówczas cały trud ciąży, porodu i połogu, który każda matka przechodzi byłby tylko faktem, który mógłbym jeszcze na dodatek odrzucić schodząc do poziomu tolerancji "no trudno, niech tak będzie".

To fascynujące, ale akceptacja jest najmniej, ale wciąż negatywnym stadium postrzegania. To trochę rozbrajające, bo o tolerancję w naszym kraju zabiegamy, a o akceptacji możemy wciąż tylko marzyć. A zatem, co z wyższymi poziomami - takimi, które mówią "cieszę się, że jesteś jaki jesteś, bo dzięki temu jesteś wyjątkowy i gdybyś był inny, to brakowałoby mi prawdziwego ciebie"?

Sam zastanawiam się jaki jest mój stosunek do osób heteroseksualnych, które, jakby nie było, nadal są największym producentem homoseksualistów. W idealnych warunkach byłoby to wychowywanie (ang. nurturance) - "fajne jest to co robicie, i róbcie to dalej, o tak!" Ale czy naprawdę? Wspominam na poznanych ludzi i zastanawiam się nad ich stosunkiem do mnie. Najczęściej było to odbierane nie-negatywnie, w sensie od nikogo jeszcze w pysk nie dostałem (nawet za oświadczanie swojego uczucia heteroseksualnemu facetowi), ale przypomniałem sobie jak wiele mi brakuje w tym, jak jestem odbierany. Chodzi mi znów o poprzednio wałkowany temat estetyki i facetów tak męskich, że muszą rzygać na widok homoseksualistów. Temat zaś homoseksualnego stosunku płciowego jest już w ogóle wirtualny, bo reaguje się na niego oburzeniem i jeszcze silniejszymi wymiotami. I zacząłem się zastanawiać - jak ja mam traktować ludzi, którzy na co dzień tolerują mnie, ale woleli by nie widzieć tego, co może dziać się w mojej sypialni; którzy, gdyby to zobaczyli (abstrahując od widoku narzucanego stosunku seksualnego, którego w ogólności nie chcemy widzieć i zostawiamy sprawą prywatną), oburzyliby się najmocniej jak im oburzenie pozwala. Co z ludźmi, którzy na co dzień żyją wokół mnie, ale którzy zasypiają z lękiem, by im coś tak "perwersyjnego" nie kazane było oglądać.

Mowa o pokoju, o porządku społecznym, o zlewaniu się i tworzeniu czegoś wspólnego, o budowaniu świata otwartego i różnorodnego. Ale co jeśli większa część budujących tylko toleruje ten świat, bo tak naprawdę wolałaby, żeby ci dziwni ludzie zniknęli i nie zawracali im głowy swoimi odpałami. Zastanawiałem się jak traktować ludzi, którzy mnie traktują jedynie z tolerancją w skali Riddle'a. Nie ma już u nich pogardy z niższych pięter skali, ale wciąż jest ta niepewność i preferencja, by niepożądane zjawisko ustało. Tolerancja nagle okazuje się fałszem i podejściem niezwykle negatywnym - bądź sobie, ale nie przeszkadzaj więcej niż musisz, przychodź na imprezy, ale nie mów o sobie za głośno, lepiej nawet nie wspominaj o sobie ludziom, którzy nie mają ochoty słuchać o "takich" rzeczach.

Może to rosnące "gay pride", które zaczyna rozsadzać moją szafę, w której usilnie tkwię, choć drzwi są już uchylone. I ta duma mówi mi, że nie chcę tolerancji - ja toleruję smród w publicznej toalecie i po załatwieniu się czym prędzej z niej wychodzę - nie chcę, by ktoś tak traktował mnie (a może by tak użyć Domestosa i przejdzie?). Nie wydaje mi się to, przy moim najnowszym odkryciu, wystarczającą podstawą do budowania relacji międzyludzkich, choć jest celem całej rzeszy mojego środowiska. O tolerancję wciąż będziemy walczyć, ale jeśli masz, drogi Czytelniku, dla mnie jedynie tolerancję, to chyba jednak uprzejmie acz odmownie Ci podziękuję. Jeśli mielibyśmy być kimś więcej niż ludźmi o statusie kasjerka-klient, to mam tą tolerancję gdzieś - w miejscu, którego już nie tolerujesz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz