Warsztat pseudofilozofa – Problem nr 3 (Esej 1.)
"A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? - spytał Krzyś ściskając Misiowi łapkę - Co wtedy? -Nic wielkiego - zapewnił go Puchatek - posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha to ten ktoś nigdy nie znika tylko siedzi gdzieś i czeka na Ciebie."
A. A. Milne
Sigur Ròs - Untitled 4 (Njósnavélin or The Spy Machine)
Minął maj, ponętny zapach bzu zastąpiła słodka woń dopiero co rozkwitłych lip. Przystojni mężczyźni chadzają pod rękę z brzydkimi kobietami, a piękne kobiety wodzą za sobą brzydkich mężczyzn. Wszyscy kąpią się w tym lipowym gorącym powietrzu i trudno ocenić, czy to wszystko jest lipowe, czy jedynie lipne.
Misie nigdy nie dorastają, na zawsze zostają pluszowe, nawet jeśli z biegiem lat przestają być tak miłe w dotyku jak kiedyś. Mogą pozwolić sobie na tkwienie poza czasem, w wyobrażonej, nienaruszalnej przestrzeni, która kpi z czasu i pozostaje na zawsze taka sama jak za dziecięcych lat. Nomen omen Krzysie muszą kiedyś wyprawić się w stronę dorosłości (co bynajmniej nie oznacza, że takową kiedykolwiek osiągną) i zostawiają za sobą swoje misie, kładą je na półkach, znoszą do piwnic, oddają dzieciom w potrzebie, cokolwiek - nie ma już misiów, choć one wciąż czekają. Nawet jeśliby chcieć do nich wrócić, to dokąd, do jakiego czasu? Gdzie je odnaleźć? Pół biedy, jeśli okrył je tylko piwniczny kurz gromadzący się od kilkunastu lat, ale jeśli nie ma ich już w piwnicy, jeśli są w jakimś innym nieznanym miejscu albo ich już nie ma - co wówczas?
One na pewno nadal czekają. Są bytem, któremu nie srogi jest czas i przestrzeń - nawet jeśli poddać je materialnej anihilacji to one, niestrudzenie, ponad widzialnym bytem nadal gdzieś są. W zasadzie są kiedyś. Zatrzymują się w czasie, w tych młodzieńczych latach, gdy jeszcze leżały z nami łóżkach i tam nas oczekują.
A my znikamy? Pojawimy się kiedyś? Jak długo jest w stanie przetrwać taki miś czekając, nawet jeśli opiera się fizycznemu zniszczeniu? Czy kiedyś nie skończy mu się siła? Nie wyczerpie nadzieja?
Czas, który mija ma dla mnie jakąś dziwną właściwość - pomimo swojego upływu wyrywa w mojej świadomości przekonanie o przemijaniu. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie lepka konsystencja bytu, która wsiąka w rysy czasu i zastyga tam, ale jedynie po to, by jątrzyć ranę. Sny są coraz rzadsze, marzenia coraz bardziej płytkie, ale zniewalające, a wspomnienia, choć rozmyte, są równie sycące, co rzeczywistość.
Są miejsca, z których się nie wraca i chwile, które zaczynają się raz i rozrywają swoją krótką gwałtownością całą dotychczasowość. Można siedzieć i czekać - niczego to zmieni. Przystojni mężczyźni z brzydkimi kobietami i piękne kobiety z obrzydliwymi mężczyznami lawirują w lipowym zapachu bez wyrzutów sumienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz