"Smutek był formą, a szczęście treścią. Szczęście wypełniało przestrzeń smutku." - Milan Kundera "Nieznośna lekkość bytu"
Nowy Świat
poniedziałek, 3 lutego 2014
Pamiętam, jak biegłem
Wejdź przez okno, nie dzwoń,
nie bądź wybredna, jeszcze raz zdecyduj,
że ja."
Marcin Świetlicki "Pomóż"
Seweryn Krajewski – “Uciekaj moje serce”
Pamiętam jak biegłem ulicą H. przechodzącą w R. i dalej w A. Wiał bardzo zimny, wschodni wiatr, a ja z pośpiechu zapomniałem szalika i rękawiczek; wziąłem z wieszaka tylko czapkę i wcisnąłem ją do kieszeni kurtki. Z pobliskiego klubu, który mijałem po drodze, wyszło kilka znacząco wstawionych i chichoczących osób. One ubrane skąpo, oni z oczami rozbieganymi, wzrokiem utkwionym w ich piersiach i z rękami obłapiającymi pośladki.
wtorek, 17 maja 2011
"wolę poddać się karze niż ulec złu!"
I znów bezecne cioty stają na drodze Prawa i Sprawiedliwości! (Jeremiasza 23, 5)
"Jeżeli dojdzie do postępowania sądowego, wolę poddać się karze niż ulec złu!" - powiedział pan Adamiec czyniąc za dość słusznym swym przekonaniom (Kapłańska 20, 13) [1 - patrz przypisy dolne], radomski radny z (chyba) PiS-u. Ileż radości dostarczył mi tym stwierdzeniem (prawie jak rozdziały 19 i 20 z Księgi Kapłańskiej - mój poziom endorfin skoczył chyba o 1000%)!
Przypomina mi to jedynie walkę o Dolinę Rospudy. Skąd to skojarzenie? Już tłumaczę.
Otóż, jak wiemy, na pogańskim Zachodzie szerzą się wynaturzenia na miarę pozwalania homoseksualistom na adopcję dzieci i związki jednopłciowe. Co za plugastwo! Niemniej liczba osób, które uważają to za grzech i zło maleje w tamtych krajach. Owszem, zwiększa się poziom manifestacji swojego, jedynego słusznego, punktu widzenia. Dawniej, gdy porządnych ludzi było więcej, wystarczyło zwykłe psioczenie na tych zboczeńców - teraz zaś muszą się owi biedni, zaszczuci propagandą szatana ludzie uciekać do takich środków jak strzelanie z broni palnej[2]. Nie ma się czemu dziwić, kiedyś robiła to policja[3] a dziś? Nawet te sqrwysyńskie psy tańczą jak im gra ten (no dobra poddaje się - zabrakło mi groźnie brzmiącego epitetu wskazującego z wielką agresją na znieważany przedmiot) establiszment.
A my? My wciąż to mamy! Jeszcze jakaś część naszego społeczeństwa nie postradała zmysłów! Jeszcze 10 lat temu spora część[4] z nas uważała, że pedały trzeba gazować, a dziś jest to ledwie czwarta część społeczeństwa! I tylko 40% ludzi nie akceptuje gejów w swoim otoczeniu (lesbijek 43% - WTF? eksplenejszon eniłan?). Co za czasy! (O tempora, o mores! - powiedział Cyceron[5] oddając się rozpuście z westalkami, jak Jowisz przykazał.)
Jeszcze kilkanaście lat i grozi nam duchowy kryzys, który przeżywają obecnie kraje zachodnie. Nie możemy na to pozwolić! Ocaliliśmy dolinę Rospudy, możemy ocalić i radnego Adamca! Nie możemy pozwolić, by kolejna część kolorytu naszego cudownego kraju odeszła w zapomnienie! Od dawna wiadomo, że Polska gościnnością (czytaj: ksenofobią) stoi. Więc jak jesteśmy gościnni dla nowinek zza oceanów i kanałów La Manche, tak nie pozwólmy sobą pomiatać, nie tolerujmy tych bezbruderyjnych wynaturzeń. Jesteśmy krajem Krzyża (i papieża zapowiadanego przez Andrzeja Seweryna w 12 składach tramwajowych obsługujących krakowską linię 8 w sumie ponad 180 razy dziennie i to przez najbliższe 2 lata[6]) nie możemy opuścić dziedzictwa Chrystusowego! Dalej, stańmy na barykadach grodząc drogę szerzącemu się plugastwu (naprawdę mam ubogi słownik)!
Podpisa(li):
Krzysztof (i Józef - w nawiasach - obaj Stanisławowicze - ten drugi właśnie płacze czytając o Wojciechu Kilarze na czele honorowego komitetu poparcia PiS)
[1] (Nota bene Kapłańska 19, 1 każe ukamienowaniem za ubrania w stylu bawełna 65%, poliester 35% - Chińczycy miejcie się na baczności!)
[2] http://articles.cnn.com/2009-08-01/world/israel.club.shooting_1_gay-club-israeli-police-netanyahu?_s=PM%3AWORLD
[3] http://en.wikipedia.org/wiki/Stonewall_riots
[4] http://pl.wikipedia.org/wiki/Sytuacja_prawna_i_społeczna_osób_LGBT_w_Polsce#Poparcie_praw_LGBT_w_Polsce
[5] Pierwsza mowa przeciwko Katylinie
[6] http://news.komunikacja.krakow.pl/lokalne/6111,1,artykul,codziennie_w_osemce_opowiesc_o_papiezu.html
czwartek, 11 lutego 2010
Chengdu II - 毛泽东主席万岁!
Na uwagę zasługują również popołudniowe „activities”, z których pierwszym był tzw. „fashion show”, na który dzieci w każdej z grup musiały wystroić dwoje wybrańców przy pomocy kolorowych wstążek, kleju, mazaków, gazet, kolorowego brystolu itp. Moją jaźń jednak wciąż zajmował następujący problem – zgodnie z rozkładem dzieci powinny mieć (i twierdzą, że mają) po 16 lat. Jednakże prosta obserwacja anatomii przeczy temu faktowi. Moje dzieci w Pekinie (te, które co niedzielę uczę inglisza) mają po 12 lat i zdecydowanie biologicznie odpowiadają owej młodzieży z Syczuanu. Co więcej – od kiedy normalne 16-latki bawią się taśmą klejącą i kolorowymi mazakami? Jednakże moje podwójne Aniołki Charliego przystąpiły do zabawy z niesłychanym zapałem. Jako całkowite beztalencie artystyczne postanowiłem im jedynie przygotować element lingwistyczny – wynabzdurzony opis przygotowanych kiecek, za który też w konkursie dostawało się punkty. Naturalnie najprostsze, co przyszło mi na myśl było oczywiście „beyond comprehension” dla moich złotek. Cytowanie Shakespeare’a sobie daruję.
Drugiego dnia odbyła się „Aukcja”. Plan był prosty – każda z 10 grup otrzymuje 1000 dolców i próbuje kupić jak najwięcej. Co by gra nie była zbyt wynaturzona wprowadzono jednak pewne ciekawostki – co kilka sprzedanych przedmiotów miał pojawiać się reporter zwiastujący różne katastrofy w wyniku, których niektóre przedmioty ulegały zniszczeniu. W zgodzie ze swoim sumieniem przyjąłem oczywiście z radością pozycję jednego z owych niszczycieli – ach ileż popularności mi to przysporzyło. Do kupienia było też kilka innej klasy „przedmiotów” – kolejno: LOVE, FAITH, FORGIVENESS i - O Matko Buddyjska! Zapomniałem czwartego! - Chyba indoktrynacja w moim przypadku okazała się lekko nieskuteczna.
No w każdym razie idea polegała na tym, żeby nasze pluszaczki zrozumiały, co jest najważniejsze w życiu. Fakt, że z europejskiego punktu widzenia powinny raczej uprawiać seks, a przynajmniej oglądać porno, malować się, albo popijać piwo jest w Chengdu absolutnie irrelewantny. Tu umysłami włada siła dużo potężniejsza niż The Great Chinese Firewall. Dla przykładu następująca historia. Najważniejszy jest fakt, że główne zdarzenie trwa mniej więcej 5 sekund. Słownie PIĘĆ – niemniej jest kwintesencją mojej podróży i miodem na strapione serca ludzi uciskanych przez kapitalizm. Otóż jedną z grup na zajęciach trzeciego dnia postanowiłem zabawić grą w „20 questions”. Idea prosta – jedna z osób wymyśla znaną wszystkim postać, a pozostałe próbują zgadnąć stawiając pytania zamknięte. Wymyślający odpowiada tylko „Yes/No/Don’t know”. Pytający stawiają pytania w stylu: „Is it a man? Is he Chinese? Is he an artist?” itd.
Jako, że w poprzednich grupach szło im zbyt dobrze z Konfucjuszem, a Krzysztofa Kolumba trzeba było najpierw przetłumaczyć na ichniejszy to sięgnąłem po coś mniej oczywistego – sławnego Du Fu, który w Chengdu spędził 4 lata swego wygnania i napisał kilka sławetnych wierszy, z których naturalnie nie znam ani jednego. Zastanawiałem się jak szybko na to wpadno. Okazało się jednak, że zbiło ich to trochę z tropu. Zapytali więc, czy żyje, a ja im na to, że nie. Zapytali więc, czy jest politykiem. Ja na to, że „oh, well, not really” – w końcu Wiki twierdzi, że poeta, a że wygnany z powodów politycznych to średnio relewantne.
I w tym momencie następuje owe 5 sekund. Następuje zbiorowe nieporozumienie w grupie – moje „not really” do nich nie dociera – za to łączy ich coś innego. Przez 1 sekundę mogę obserwować jak ich spojrzenia zbiegają się w jednym punkcie, następnie do moich uszu dobiega głośne szuranie – w ciągu 0,5 sekundy cała 7-osobowa grupa nr 5 wstaje ze swoich krzeseł. Moje źrenice lekko poszerzają się zaskoczone nagłym zwrotem wydarzeń – i wówczas – w nagle nastałej po szurnięciach krzeseł głuszy rozlega się gromkie „毛泽东主席!!!” (Przewodniczący Mao Zedong!!!) Ów krzyk przebrzmiewa w moich uszach około 1 sekundy, gdy nagle zauważam, że studenci grupy 5 – dwóch „Bad boys” i 5 dziewczynek zajęli swoje miejsca. Teraz następuje moje 1,5 sekundy, w których pierwsze 0,5 sekudny zajmuje niedowierzanie, kolejne 0,5 sekundy ślinienie się z szeroko rozdziawionej paszczy, a ostatnie ułamek poświęcam na dojściu do zmysłów i gorączkowemu rozmyślaniu – czy uznać tą odpowiedź? Czy można nie uznać TAKIEJ odpowiedzi? Jednakże z całą siłą i wdziękiem laowaia odpowiadam, że nie. Dalsza zabawa jednak już straciła coś na wartości. Musiałem im pomóc dojść do rozwiązania, gdyż ich entuzjazm wypalił się w chwili, gdy zaprzeczyłem temu nieodgadnionemu aktowi zbiorowej świadomości. Wówczas na zegarku było już trzy po dwunastej. Pora podziękować i zakończyć; w końcu czeka obiad. Ja zaś obiecuje sobie, że jutro spróbuję tego samego w innych grupach. Ja to chcę przeżyć jeszcze raz – to jest jak narkotyk – te 5 sekund moje życia było lepsze niż jakikolwiek orgazm. To było jak zbliżenie się do majestatu ponadczasowej chwały…
Kurtyna!
Koniec aktu drugiego.
W następnym odcinku – Bierzemy misia w teczkę! – czyli 3 dni rozrywki po 4 dniach pracy – czyli krótkie rozmyślanie jak Bóg powinien był stworzyć świat.
Kącik japonisty – ostatnie 2 znaki w tytule posta są tożsame z naszym 万歳.