Ogłaszam wszem i wobec, że poważnie zawiodłem się na (sic!) Microsoft i polityce firmy. Nie dość, że cudowna myszka Arc Mouse wygrana w jakże wiele wymagającym konkursie pospuła się (zdalny odbiornik bezprzewodowy uznał, że ma dość bycia odłączanym i podłączanym, i padł, choć niby do takiego traktowania został zaprojektowany) i ani organizator ani Microsoft nie chcą mi jej wymienić, a na dodatek sama wielka firma postanowiła, że zamknie blog w Windows Live, i musiałem przenieść się właśnie tutaj.
Do tej pory kochałem Microsoft miłością, jak większość znających mnie ludzi może potwierdzić, platoniczną i bezkrytyczną, ale owe dwa zdarzenia poważnie mnie doktnęły. Bo w końcu miałem nadzieję, że jak MS coś robi, to robi dobrze (dyskusja o systemach operacyjnych jest nie na miejscu, bo pomimo wszelkich problemów, które się z nimi wiążą, są to, moim zdaniem, perełki architektury oprogramowania), ale standardowo polskie przerzucanie się odpowiedzialnością za obsługę gwarancyjną i wybitnie lamerskie zamykanie usługi, którą wielbiłem, i z której korzystałem, sprawiły, że zmieniłem swoje zdanie (i zamierzam się odegrać w jakichkolwiek najbliższych ankietach, które mi przyślą).
Zgodnie ze swoim charakterem oddaję się zatem w szpony nowego przywódcy ciemnej mocy, Google Corp., z nadzieją, że mój blog będzie tym razem bezpieczny. Trochę mniej mnie cieszy, że Blogspot, jak Facebook i parę innych usług, nie uzyskał akceptacji przewodniczącego Hu Jintao, ale cóż począć gdy oddający rządowi tajemnice chińskich dyletantów, posłuszny władzy MS, niszczy moje dziecięce marzenia?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz