“lata wy straszne, lata wąskie”
Patrzę, ale nie poznaję. Słucham, ale nie rozumiem, co się do mnie mówi. Przed oczyma przelatują mi różne obrazy, które czasem łączą się w spójny film, a czasem są jedynie błyskami, swobodnie połączonymi klatkami jakiegoś filmu, z których żadna nie ma sensu, ani ich kompozycja niczego nie wyjaśnia.
Powietrze jest gęste i nieprzeniknione choć przezroczyste. Atomy gazów stanowią ciężką granicę stanowiącą wyraziste fundamenty ospałych bytów. Ich drganiami rozchodzą się dźwięki, ale nie mają żadnego znaczenia. Są jedynie cząstkami jakiejś niespójnej całości, której nie sposób ogarnąć na podstawie tylko jej fragmentów. Zmazane słowa i urywki zdań - nie mają żadnego celu i tkwią w przestrzeni jedynie po to, by być. Umowna komunikacja zawieszona jest w emocjonalnej próżni. Stanowi daremne przedsięwzięcie - przecież powietrze jest zbyt gęste, by mogło je cokolwiek przeniknąć. Skoro zniekształca się w nim dźwięk, to jak wielkim deformacjom musi ulegać sens.
Niewidoczne wysokie mury, na nich - druty kolczastej ciszy. Przestrzeń podzielona na nierówne kawałki absolutnym bezsensem. Czas równo i jednostajnie mierzy się absurdem. Jakiś gołąb rozbił się o tą ciszę i niepotrzebnie spadł na zakurzony głuchy chodnik. A może uderzyło go słowo zbite z kamieni? Leży tam taki bezbronny. Z jego dzioba sączy się powoli czerwone życie i rozlewa na nic nie znaczącym asfaltowym chodniku. Padł do stóp ludzi, tak jak ciepła cisza, która zapada między nami.
Bardzo pięknie opisałeś atmosferę przeciętnego wykładu Huszczy ;3 (z widokiem na asfalt posmarowany gołębiem ;) )
OdpowiedzUsuńHm, choć pisałem o czymś innym to wydaje mi się to ciekawą analogią...
OdpowiedzUsuń