Nowy Świat

Nowy Świat

sobota, 25 lutego 2012

Weekend

Za mało pedałów! Na tym blogu jest za mało pedałów! Owszem jest tu jeden nieustannie obecny duchem w swoich słowach, ale uważam, że to zdecydowanie za mało na stronę projektowaną do użytkowania w rozdzielczości 1280x1024 pikseli i wyższej. Niniejszym nadrobię to i nowy minimalny limit postów wynoszący dwanaście sztuk wypocin rocznie (liczba absolutnie zmyślona, podobnie jak limit, podobnie jak fakt ustalenia takowego; poza tym oznacza to pi razy drzwi raz na miesiąc totalny chłam pisany najczęściej pod wpływem alkoholu albo zwykłego prozaicznego wkurwienia na życie) ma mi w tym pomóc.

Niemniej, jako że nie mam o czym pisać, to będę wrzucał tu rzeczy, które z różnych przyczyn nie trafiły na Facebooka. By nie zrobić zupełnego śmietniska obiecuję jednak ograniczyć roczną liczbę postów do 24. Tak z czystej empatii dla Czytelnika*. Nie żeby ktoś subskrybował tego bloga w formie kanału RSS, by mógł ponieść jakąś szkodę z powodu dużej liczby postów – tak po prostu łączę się w Weltschmerzu z wyimaginowaną i wyidealizowaną osobą, która mnie rozumie.

Jeśli, Drogi Czytelniku*, również łączysz się w pijanym bólu Weltschmerzu z czymkolwiek wyimaginowanym, czytaj dalej – chciałbym przedstawić Ci pewien film.

Do rzeczy! Mowa o filmie Weekend (2011, bo w cholerę filmów o tym tytule, szczególnie nie należy mylić z tym, który nie jest aż tak godny uwagi – ten, o którym piszę też nie jest, chyba że jesteś gejem albo kobietą - Drogi Czytelniku* - do których akurat prezentowany typ urody przemawia) w reżyserii jakiegośtam Andrew Haigha. Poniżej plakat reklamowy – mam nadzieję, że Hamerykanie nie każą mnie aresztować za użycie go bez zgody autorów.

Gdy tylko zobaczyłem Trailer miałem ochotę pobiec do najbliższego kina studyjnego w mojej okolicy – w końcu aktor grający głównego bohatera to 10,1 w mojej 10-stopniowej skali gwałcenia szóstego przykazania. (No spójrzmy prawdzie w oczy –  ten film na ekranie jest idealny do wytworzenia odpowiedniego nastroju do podcinania się w wannie, do tego w tle, bo ja wiem, “Sour le ciel de Paris” Edith Piaf? i klimat gotowy)

95% (obecnie 94%) w ocenie Rotten Tomatoes to też nienajgorsza rekomendacja, choć film jest jednak trochę zbyt cukierkowy. Owszem nakręcili go Brytyjczycy i pokazuje on rozpustę tamtejszego światka gejowskiego, gdzie każdy sypia z kim może (brzmi znajomo?), ale mimo wszystko, jak stwierdziła jedna z moich fag-hag-przyjaciółek, pokazuje brytyjską perspektywę, gdzie bycie pedałem jest całkiem normalne (a fe! OR Let’s go to Manchester and die of AIDS!) a przynajmniej nothing out of ordinary – trochę pozwyzywamy, ale gazować nie będziemy (a to miła odmiana!).

Pomijając rozpustę wizualną film nie cechuje się niczym szczególnym, ale trzeba przyznać, że historia nie jest nazbyt przewidywalna – no może trochę, ale przynajmniej nie będzie standardowego happy endu (sorry boys and girls!).

Tak więc, jeśli gdzieś w okolicy Wam to wyświetlają, a zdziwię się po stokroć, jeśli tak, to bieżajcie i oglądajcie. A jeśli nie, to szukajcie i piratujcie. Nie dbam o to, czy mnie powieszą, czy zamkną na 10 lat – byle pozwolili powiesić zdjęcie Toma Cullena w celi. Jeśli ktoś byłby zainteresowany filmem, a miał problemy ze znalezieniem go, to spróbuję pomóc. Sam szukałem go 2 godziny – to chyba mój rekord, ale byłem zdeterminowany – nie było tak łatwo znaleźć coś tak niszowego (czyli jednak nie 5% a 1,4% czy jakoś tak jak twierdzą Kanadyjczycy?), a kiedy już znalazłem to w marnej jakości, gdzie audio w większości filmu jest źle zsynchronizowane z resztą (niemniej pełen ubóstwienia dla aktorów wytrwałem i nie było tak źle). Obiecuję producentom, że kupię DVD albo ściągnę z iTunes, jeśli tylko mi go udostępnią do legalnego pobrania i będę oglądał przez cały tydzień zamiast jedzenia, na które nie będę miał pieniędzy, bo wydam na kopię tego filmu.

Morał z filmu: pal trawkę, pracuj uczciwie i sypiaj z kim popadnie, czasami starając się uderzać do ludzi spoza “one’s one league” (gdy w filmie padają te słowa chichoczę mając ochotę krzyknąć “it’s just the opposite man!”), a nuż w życiu spotka Cię coś dobrego. Przynajmniej na 2 dni :P Amen.

5 komentarzy:

  1. Ja nawet w trzeźwym bólu (i niebólu też) łaczę się z różnymi bytami wyimaginowanymi, więc masz moje zainteresowanie filmem :). I gratuluję odnalezienia go po dwóch godzinach przeczesywania netu :). Skąd my weźmiemy te zupełnei niedostępne w naszych krajach rzeczy, jak już piractwo zupełnie wyplenią? Zostanie "Klan" oglądać ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oh my god I just bumped into your blog looking for some info on the film, but it's written all in Polish!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Boshe, wypluj to z ust. W dniu, w którym zostanie mi tylko "Klan" naprawdę wskoczę pod pociąg. Jak Buk Dąb Bartek jednak da, to będę jednak siedział w szwedzkim więzieniu i oglądał HBO.

    @Mami: Sorry, maybe some day there will be more posts in English ;) If you're looking for the movie (though I doubt you'll ever visit this blog again) check http://www.weekend-film.com/ If you're looking for downloadable copy it might be difficult to find one...

    OdpowiedzUsuń
  4. Szwedzkie więzienie... marzenie... ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. I cisza zapadła głośna.
    Jak żyjesz Krzysiu?

    OdpowiedzUsuń