Nowy Świat

Nowy Świat

niedziela, 10 czerwca 2012

Śmierć autora a estetyka tekstu

Warsztat pseudofilozofa - Problem nr 8 (Esej 3.)
"L’acqua ch’io prendo già mai non si corse
Minerva spira, e conducemi Appollo
e nove Muse mi dimostran l’Orse."

Dante Alighieri "Boska komedia. Raj. Pieśń II, 7-9"
http://www.youtube.com/watch?v=7bHC8XEfEYk
Trochę więcej wydumanych wynaturzeń.
Tekst ten powstał w dwóch częściach w prawie rocznym odstępie czasu, a następnie pociąłem go, dla czytelności, na 3 części. Efekt osiągnięty może być przeciwny do zamierzonego. Już sam fakt, że do części drugiej (przy pierwotnym podziale) zostawiłem sobie 20-słowną notatkę, której znaczenie rozszyfrowywałem przez miesiąc, a na dodatek doktor Rusinek przejął władzę nad memami i nieco zaważył na zakończeniu, a jeszcze lepiej - już w pierwszym akapicie wspominam, że część pierwsza też jest sklejana z kto wie jak odległych czasowo tekstów (a przecież czas to jedna czwarta wszystkiego - to zupełnie inny autor!) źle wróży temu tekstowi, ale jest on dla mnie bardzo ważny (niniejszym ogłaszam czerwiec miesiącem estetyki tekstu! - Jest to miesiąc idealny ze względu na egzaminy, gdyż będę mało pisał i miał niewiele okazji, by z kimś porozmawiać, co pozytywnie wpłynie na sumę estetycznych pierwiastków we wszechświecie) mimo wszystko. Tekst jest bowiem miejscem, w którym żyję, prawdopodobnie będąc w nim uwięziony dużo bardziej niż większość ludzi.
Jest letnie popołudnie - przede mną czterostronicowa "Śmierć autora" Rolanda Barthesa, a zza ściany dobiega głośny i rozpraszający dźwięk wiertarki. Idealna chwila, by przyjrzeć się napisanemu dwa tygodnie wcześniej - szumnie to zowiąc - esejowi o estetyce tekstu. Mojego tekstu, bo przecież kto inny miałby mnie interesować. Chciałem sklecić coś z tego wtedy i dziś, ale obawiam się, że nie uda mi się uzyskać zupełnej spójności - trudno, nikt płakać nie będzie.

Tekstem jest oczywiście nie tylko to, co ludzie piszą, ale też każda wypowiedź, którą przekazują za pomocą słów w mowie. Każdego dnia wypowiadam setki tekstów: rozmowy z ludźmi (nawet przy kupowaniu chleba), smsy, maile, wpisy do pamiętnika, bloga czy wszelkie inne notatki. Co więcej myślę dużo więcej tekstów niż je przekazuję światu zapisując lub wypowiadając. Prowadzę ze sobą nieustanny dialog wewnętrzny, który jest potokiem słów umożliwiających mi zarówno porozumienie jak i nieporozumienie ze sobą. (Dialog, który oswabadza z oków świata zewnętrznego, ale więzi w wewnętrznym.) Rola dialogu wewnętrznego jest w tym momencie absolutnie irrelewantna. Owszem jest on głównym czynnikiem (ale nie jedynym! - mogę przecież wypowiedzieć tekst przekleństwa, gdy ktoś mnie popchnie nie rozważając tego w dialogu) kształtującym inne teksty, ale estetyka tekstu, to praca, którą wkładam w procesie wysławiania się, tak by to, co pomyślałem, wyłoniło się z potoku mojej tekstualnej świadomości, i jako litery lub dźwięki ujawniło innym osobom. (Czasownik "wyłonić się" jest tu znaczący - raz, że oznacza oddzielanie czegoś posiadającego kształt z masy jakiejś niepoliczalnej substancji, a dwa, że będąc słowem niecodziennym, zakłada, że sama czynność również będzie wyjątkowa, przynajmniej w swoim zakresie.)

Tekst ma dla mnie prawie zawsze określony cel: pragmatyczny albo estetyczny (pewnie są inne mądre słowa, które można by dorzucić do tego podziału, ale nic nie przychodzi mi więcej na myśl). Do kategorii pragmatycznej należą teksty takie jak przy wspomnianym kupowaniu chleba, a także wtedy, gdy chcę pożyczyć coś lub przekazać drugiej stronie coś faktycznego. Naturalnie wspomniane kategorie nie wykluczają się. Mogę chcieć przekazać fakt innej osobie, ale jednocześnie uczynić to w taki sposób, by tekst był równocześnie nośnikiem wrażeń estetycznych. Nie chodzi tu bynajmniej, by druga strona przeżyła orgazm słuchając wiersza, w którym wyrażam chęć pożyczenia ołówka, ale m.in. o takie konstruowanie dialogu, by był on estetycznie zadowalający, przynajmniej mnie, chociażby swoją nieprzewidywalnością.
Ważne jest bym dodał, że tutaj estetyka nie jest dla mnie nauką o pięknie, bo piękno umiem postrzegać jedynie w bardzo wąskim zakresie (cytując koleżankę mówiącą o czymś dotyczącym mnie "moje poczucie estetyki kona!"), ale raczej o przyjemności i rozrywce, i to w bardzo wąskim oraz staroświeckim znaczeniu, które nie włącza obligatoryjnie stosu skrętów i prezerwatyw. Piękno jest czynnikiem dodatkowym, ale przecież nie niezbędnym: można mówić naturalistycznie o rzeczach obrzydliwych, a i tak rozumieć będę to w kategoriach estetycznych. Estetyka ma być umiejętnością dostarczania wrażeń towarzyszących tekstowi pragmatycznemu albo dla samych wrażeń bez włożonej treści. Wrażenia zaś mają charakter różnorodny i przyjemność oraz rozrywka nie mogą być rozumiane potocznie.
(Przy tym wrażeń ma doznać również leżący w grobie Oscar Wilde. Prawda, że tchnąwszy w swoje teksty zbyt dużo siebie i tak zaprzeczam jego poglądowi na dzieło sztuki, ale przecież nie marzy mi się taka sztuka wysokich lotów, którą ktoś będzie omawiał na lekcjach nawet za sto lat, ale taka prosta codzienna sztuka, dzięki której ktoś czytając coś napisanego na moim rozsypującym się laptopie, pomyślał sobie - ale to ładne. A dla mnie nawet takie coś jest dużym wyzwaniem, więc jeżeli choć ukontentuję jedną osobę, to poczuję swój obowiązek względem Irlandczyka za spełniony w najszerszym dostępnym mi zakresie. Poza tym sztuka to nie tylko to, co trwa wieki, ale również to, co trwa tę jedną jedyną chwilę, a później gaśnie w porywistym wietrze, zaś jej cząsteczki w mgnieniu oka rozpływają się w bezbarwnym powietrzu. Ale w tych ułamkach sekund swojego trwania - dajmy na to od momentu powiedzenia czegoś do przychylnej reakcji drugiej strony - też jest w swoim skromnym zakresie dziełem, które miało za cel dostarczenie np. radości, i cel ten swój wypełniło.)
Dobra, pora wrócić z dygresji (ale czy istnieje taki powrót? Dlaczego od dygresji trzeba wracać do głównego toku myśli? A gdyby porzucić tak to porzucić i po prostu biec przed siebie?) Proces estetyzowania wypowiedzi oznacza zatem dobór odpowiednich słów i treści, by tekst, niosąc określoną informację lub też nie posiadając żadnego istotnego komunikatu, pełnił nie tyle funkcję poetycką, ale przede wszystkim ewokował określone emocje. Emocji nie sposób całkowicie przewidzieć - często prosty komunikat może zostać odebrany z oburzeniem, choć zamierzony był na zupełnie inną reakcję (acz temat problemów komunikacji nie jest przedmiotem tego eseju). Można jednak starać się określone emocje w odbiorcy wzbudzić.
CDN za kilka dni…









2 komentarze:

  1. Mówiąc szczerze, gdy zobaczyłam tytuł wpisu, stwierdziłam, że o godzinie 23:50, gdy mój mózg częściowo śpi, czytanie tego tekstu minie się z celem. Tymczasem przyznam, że bardzo zgrabnie, przejrzyście i zrozumiale opisałeś swój punkt widzenia na estetykę tekstu, za co kudos dla Ciebie.
    Ponadto podoba mi się Twoje podejście do pisania - nawet jeśli jedna osoba uzna Twój twór za "ładny", to warto go było napisać. Też tak uważam (gdyby nie to, pewnie bym się podłamała recepcją moich fików - do tak wąskiego grona odbiorców są przeznaczone, hehe).
    No i Preisner miodem dla ucha, jak to Preisner.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na czytanie moich tekstów nigdy nie jest za późno - czasem lepiej nawet się napić przed lekturą ;)
    I dokładnie ostatnio skłaniam się ku takiemu pragmatyzmowi: zachwyt jednej osoby warty tyle co zadowolenie kilku. Jakość nad ilość. Albo bardziej realnie: jeśli nie ma publiki to cieszymy się z każdej jednostki. Ale to dla mnie i tak brzmi zbyt brutalnie - ja jestem niepoprawnym idealistą. Będę się cieszył z każdej zbłąkanej na tego bloga duszy...

    OdpowiedzUsuń