Nowy Świat

Nowy Świat

niedziela, 13 września 2009

Nie ma Boga, prócz Allaha, czyli please, don't kill the giaour...

Ja tutaj w otoczeniu mam, nie powiem, dość sporo chłopców i nawet czasem chińskie twarze wydają mi się przystojne, ale na moment bieżący jestem w fazie podziwu. Zwłaszcza względem pewnego Turka z mojej grupy, który w sali siedzi w miejscu bardzo nadającym się do moich obserwacji I ogólnie rzecz biorąc jest dużo narodu, dużo przystojnego narodu i dużo ładnych rosyjskich blondynek - na szczęście tych akurat nie w mojej grupie. Ale jakoś tak ciężko zebrać się i pogadać. Nie mam jakoś śmiałości, żeby wyciągać kogoś na obiad a nikt też nie proponuje. Powoli formują się jakieś narodowościowe podgrupki, ale nic z nich nie wynika dla mnie ciekawego.
W moim zasięgu wpływów jest przeklęcie dużo Francuzów. Głównie dlatego, że pierwszym i drugim moim współlokatorem byli właśnie Francuzi, stąd znam jakieś pół tuzina - głównie z widzenia, bo nie mam dobrej pamięci do imion.
W każdym razie pierwszą duszą, którą tu poznałem był Alexis (Alesi), który ma kantońskie korzenie i wobec tego wygląda jak pół-Chińczyk, ale jest malutki i słodki, i jak na Francuza przystało obchodzi najmniejsze kałuże i jako pierwszy uciekł z pierwszego śmierdzącego akademika. Być może zanadto utknąłem w stereotypach, ale dla przykładu wczoraj poznałem świetnie mówiącego po angielsku gościa, który ze stylu bycia zakrawał na lekko zarozumiałego bufona. I gdy okazało się, że to Niemiec moje stereotypy narodowościowe tylko się wzmogły.
No dobra - ale nastąpiła ucieczka do innego akademiku i trzeci współlokator - Mongoł, który siedzi tu już trzeci rok, i z którym porozumiewałem się za pomocą słownika i translatora. Był wzorowym współlokatorem, bo prawie nie bywał w akademiku - głównie pracował w jakiejś firmie i imprezował wracając nad ranem. Niestety tego chudziutkiego niepozornego i niemal delikatnego potomka Czyngis-Hana też wkrótce pożegnałem, bo wyprowadzał się do pokoju jednoosobowego jako, że chce mieć spokój do pisania pracy magisterskiej. Jego dobytek przenosiło dwóch innych, bardziej tęgich Mongołów, gdyż on sam załamałby się pod ogromem zgromadzonego dobytku.
No i zadomowiłem się w pokoiku, sam przez jakiś tydzień, aż wreszcie poznałem czwartego współlokatora. Gdy wróciłem owego dnia do pokoju zastałem wielką walizę z metką "Mohammad cośtam" - to było pierwsze kurde. Potem zauważyłem na półce kompas podpisany "showing direction to Al-Kaaba" i nie trzeba być religioznawcą, żeby wiedzieć, że chodzi o kierunek Mekki - drugie kurde. Ale jako pół-ślepy kret nie zauważyłem najważniejszej rzeczy - małego obrazka na najwyższej półce. Przedstawiał, no cóż, strzelam, ajatollaha Chomeiniego i jakiegoś innego gościa na tle flagi Iranu - to już nie było kurde, tylko pierwsze kurwa. No ale nic, wkrótce się poznaliśmy. On mówi słabo po angielsku, ale ma już za sobą licencjat z chińskiego, więc jest całkiem komunikatywny z tutejszymi ludzikami - ze mną, niestety albo na szczęście nie aż tak bardzo. Niemniej wydaje się starać być bardzo przyjacielskim. Gdy wieczorem nad łóżkiem na ścianie wychodzącej na Mekkę zawiesił flagę a potem - uwaga - przypiął zdjęcie prezydenta Iranu Ahmadinejada nie mogłem nie wypowiedzieć w myśli drugiego kurwa. Niestety modlitwa z pokłonami do ziemi nie wygląda aż tak spektakularnie jak się spodziewałem. Następnego dnia flaga znikła, gdyż sprzątaczki wyegzekwowały paragraf "nie kleimy po ścianach" - teraz wisi na półce obok Chomeiniego. No ale dwa kurde i dwa kurwa to trochę mało, więc pójdźmy dzień dalej. Otóż Mohammad kupuje komputer oraz ruter, by móc korzystać z połączenia internetowego (daruję sobie informatyczną żyłkę i nie będę tłumaczyć po co i na co), więc jako specjalista konfiguruję ten ruter, po chińsku. Może lepiej powiedzieć klikam i liczę, że będzie dobrze. No ale gdzie apogeum - nadchodzi! "So what password do you want" "Hamas (sic! sic! SSSSSIIIIIIIIICCCCC!!!!!!!!!!!!!!!)" "Ok" - błąd ruter wymaga hasła o co najmniej 8 znakach "So?" "Name of my president, Ahmadinejad (SIC!)" Kurtyna!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz