Nowy Świat

Nowy Świat

sobota, 10 października 2009

Hej dzieci, jeśli chcecie...

Otóż, jak wiedzą wszystkie grzeczne chińskie dzieci, 1.października 1949 roku, pomimo trwającej wojny domowej Mao Zedong proklamował ustanowienie Chińskiej Republiki Ludowej. W związku z powyższym w tym roku wypadała okrągła 60.rocznica, więc należało co nieco pokazać. Można też było próbować coś zobaczyć, ale raczej w telewizji, gdyż ze względu na manewry wojskowe zawieszona pierwszą i zamknięto połowę użytecznych stacji na drugiej linii metra (nie wspomnę o zamykaniu całych ulic i zawieszaniu linii autobusowych) i dostanie się chociażby w ciekawe okolice alei Czanganu, z których można było coś obejrzeć graniczyło z cudem. Nie wspomnę też, że kilka milionów Chińczyków też pewnie chciałoby choć zerknąć na owo malownicze przedstawienie, więc dla własnego zdrowia moi nauczyciele polecali, by siedzieć na tyłku i najlepiej nie wychodzić nawet poza teren uczelnianego kampusu. Co by wcielić ten ostatni zamysł w życie wprowadzono obowiązkowe wylegitymowanie osób, które chciałyby wejść na teren uczelni. Na szczęście skrupulatność strażników ograniczała się do sprawdzenia, że na bordowej książeczce, którą jest legitymacja widnieje nazwa naszej uczelni. W praktyce ogranicza się to (bo strażnicy wciąż czasem żądają książeczek) do pomachania im owym rekwizytem podczas wchodzenia, ale przyznaję, że w dniach 1-3.października wręcz rzucali się na ludzi, których zachowanie ledwie wskazywało na zamiar zbliżenia się do bramy. A wszystko to, jak nam ogłoszono, dla naszego własnego bezpieczeństwa.
I owego pamiętnego dnia 1.października 2009 roku prezydent Hu Jintao, ubrany w zgniło-szarozielonkawą marynarkę wojskową a la Mao, odebrał z tarasu na Bramie Niebiańskiego Spokoju defiladę co najmniej kilkunastu tysięcy żołnierzy, którzy paradnym krokiem i z radosnym spojrzeniem przemierzali aleję Czanganu ciągnąc za sobą warte wspomnienia 18 głowic nuklearnych. I jak tu nie czuć się bezpiecznie? Swoją drogą pierwsza linia metra nie działała właśnie przez wojskowych, a powód jest odrobinę historyczny. Pierwsze dwa przystanki na linii nr 1 były i nadal są na terenie bazy wojsk stacjonujących w Pekinie, jak przypuszczam podpięto je do metra na wypadek, gdyby nagle potrzeba było przewieźć znaczącą liczbę żołnierzy na sam Plac Tian’anmen. No i tym razem z owego udogodnienia skorzystano – tzw. czerwona linia metra została wyłączona z eksploatacji, by można było przewieźć tam i z powrotem świetnie wymusztrowanych żołnierzy, w tym kilka batalionów całkowicie żeńskich, których mundury przypominały mi nieco sukienkę Smerfetki.
No, ale wróćmy do świętowania zostawiając tą bajkową dygresję.. Dni urlopu było aż 8 (dla uczniów i studentów 9) również z racji tego, że na początek października przypada ruchome święto „środka jesieni”, że pozwolę je sobie swobodnie przetłumaczyć. Natomiast do końca tego roku nie planują żadnych innych świąt – żadnych Wszystkich świętych czy Bożego Narodzenia – we wszystkie te dni pokorni Chińczycy, jak również i ja, udamy się do swoich miejsc pracy i do szkół odbywając kolejny dzień zwykły jak wszystkie inne. Najbliższe wolne okresy to ferie zimowe, które trwają bodaj miesiąc gdzieś na przełomie stycznia i lutego, a także wypadający wtedy ruchomy co do dnia chiński Nowy Rok. 2010 będzie rokiem Tygrysa, gdyby kogoś to interesowało, a kończący się jest rokiem Wołu.
Cóż więc robić lepszego w czasie takich ferii jak nie podróżować? Ze względów finansowych (znaczy się przeprowadzka do akademika, gdzie mogę siedzieć na własnym porcelanowym nocniku) nie mogłem wybrać się z Elizą i Mateuszem do Szanghaju, ale postanowiłem choć pomóc koleżance w kolejce po bilety. Otóż Chińczycy mają pewien system – bilety na dzień X można dostać dokładnie 10 lub 14 dni wcześniej po godzinie 19.00. Toteż, aby zająć Elizie miejsce w kolejce ruszyłem po godzinie 15 owego pamiętnego dnia na dworzec kolejowy Pekin Północny. Niestety ze względu na swoją gramułowatość i niewielką znajomość chińskiego udało mi się zająć jej „dopiero” 9.miejsce w kolejce. Do 17, kiedy przybyła Eliza (bo mniej więcej do tej godziny pracuje w przedszkolu), ustawiło się za mną dobrych kilkadziesiąt osób, lecz jak twierdziła zamierzająca wybrać się do Szanghaju niewiasta, dzień wcześniej kolejki zajmowały cały hall dworca plus większą część naprawdę sporego placu przed nim, toteż nie wiedząc o tym, kiedy wybierała się dzień wcześniej, nie była w stanie zakupić wymarzonego biletu. Stąd pomysł ze mną. Niestety gdy nastała 19.06 i Eliza dotarła do okienka biletów już nie było… Cóż widocznie Chińczycy są w stanie sprzedać kilkaset biletów w ciągu 5 minut. Albo mają nadzwyczaj dużo oficjeli, którzy dostali swój bilet innymi kanałami. Koniec końców Eliza dosłownie wylądowała w Szanghaju samolotem. I Mao syty i Eliza cała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz