Tak sobie pomyślałem, że poziom tego bloga nie jest wystarczająco niski, toteż wprowadzam regularną akcję publikowania moich starych (i nowych) pseudo-wierszy. Sekretarzowi p. Szymborskiej się nie podobały, Arystoteles byłby się załamał, ale cóż mi szkodzi. Cykl pierwszy: wiersze dedykowane (moim zdaniem najlepszej jakości).
Karmelicka
(R.)
Odkąd pamiętam cicho mieszkam przy pożogą rozerwanej ulicy
W zmęczonych życiem zgliszczach dwudziestoletniej kamienicy
O zszarzałych murach, o których już wszyscy znani pisali
O dachu ze zbitych marzeń, co każdego dnia na głowę się wali
Poprzez małe okna wyzieram do świata naiwną zielenią
Wewnątrz uwięziony trwam zespolony z późną jesienią
Poległy w zimnej pościeli podsycam uparcie ogień lichy
Co nocą pokrzykuje z kranem, później szybko gaśnie cichy
A nad ulicą świeci Słońce i najróżniejsze przelatują ptaki
Przy zniszczonej drodze stoją w bezruchu niezauważone znaki
Na nich dźwięk dziwnym narzędziem został kiedyś wyryty
Teraz z uporem rozbija, gnie i łamie chodnikowe płyty
A nad kamienicą czasem słone deszcze na jej okna padają
Wiatrem niesione nabierają goryczy i mądre słowa udają
2007/01/18 - z cyklu "Ocalić od zapomnienia"
Jak widzimy sonet francuski (nieudany) z kulejącym rytmem. Podmiot liryczny jeszcze mniej wie czego chce niż autor tego stwora. Brak krytyki mile widziany.
Podziwiam, że ktoś jeszcze nie idzie na łatwiznę pisania wierszy białych :)
OdpowiedzUsuńNo rymy może trochę częstochowskie, bo parzyste (przeplatane jakoś mi nie wychodzą, bo wydaje mi się, że strasznie zaburzają rytm), ale na nic lepszego mnie nie stać. Dalej jest tylko gorzej XD I owszem, przerzuciłem się na wiersze białe :P
OdpowiedzUsuń