A teraz wiersz dedykowany człowiekowi, który zapoznał mnie z Harukim Murakamim.
Przechodzień z krainy koloru
(„Cynamonowi”)
Przybył do mnie na skrzydłach wiatruTępym mierzyłem do niego okiem błyskawicy
Twarz miał cichą z tysiąca owiec
Wzrok jego płynął pod odmętami włosów
Płochy jak wróbel odlatywał środkiem nocy
Przed sową wstającą o świcie uciekał
W ramiona drzew nagich niepokornych chłodem
Unosił swe myśli, do krajobrazów z oblicz
Zastygłych nagle w szale zdziwienia
Los go nosił w przestworza odległe
W morzach chmur kąpał jego oczy
Barwa jego głosu malowałem marzenia
A on błądził na pustyni cegieł i kamienia
W zielonkawe szaty piór obrany przedwiośniem
Wołam czasem zbudzony ciemnością jego imienia
I parę liter krzyczy na zbawienie głupcom
A dusza moja chybocze się w krainie cienia
I pytam dokąd zmierza i czy przystanąć zechce…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz